Strategia rozwoju infrastruktury drogowej
5.12. Nowelizacja ustawy Prawo budowlane
Polskie prawo budowlane jest przeregulowane i usiane patologiami. Idealnego prawa nie ma, ale warto starać się do niego choćby zbliżyć. Głównymi patologiami polskiego prawa budowlanego są m.in. złe przepisy o zagospodarowaniu przestrzennym, brak przepisów przejściowych, brak stabilności, restrykcyjność i przeregulowanie rozwiązań prawnych, a także dezintegracja prawa. Prawo przestaje być systemem, a staje się zbiorem fragmentarycznych rozwiązań. Nic jednak dziwnego, skoro resorty są rozliczane z liczby wniesionych pod obrady Sejmu ustaw, niezależnie od tego, czy są one dobre czy złe. Należy opracować takie Prawo budowlane, którego fundamentem ma być jedna, główna decyzja na rozpoczęcie inwestycji. Drugim filarem jest przywrócenie zasady wolności budowlanej. Nie chodzi o to, by móc budować np. w parkach, bo to oczywisty nonsens. Chodzi o to, by umożliwić realizację inwestycji z wyjątkiem ściśle określonych ograniczeń w prawie. Trzeba konkretnie określić zakazy inwestowania, a nie tylko ich domniemywać. Zanim jednak pozwolimy aby projektanci dostali od prawa „wolną rękę” w projektowaniu nowych obiektów musimy zadbać o ich rzetelne i gruntowne przygotowanie merytoryczne.
Warto wrócić do podjętej jakiś czas temu propozycji rejestracji inwestycji zamiast długotrwałej procedury pozwolenia na budowę. Pomysł jest o tyle ciekawy, że ma w założeniu skrócenie czasu rozpoczęcia inwestycji budowlanej. Decyzja o pozwoleniu na budowę jest zgodą organu administracji na rozpoczęcie określonej inwestycji. Obecnie wydanie takiej zgody sprowadza się często do sprawdzenia, czy zostały dostarczone wszystkie wymagane dokumenty. Zanim jednak pozwolimy aby projektanci dostali od prawa „wolną rękę” w projektowaniu nowych obiektów musimy zadbać o ich rzetelne i gruntowne przygotowanie merytoryczne.
To piękne założenie, że każdy z inżynierów po uzyskaniu uprawnień dalej sam będzie zdobywał, pogłębiał i uaktualniał wiedzę merytoryczną. Zapewne część z nich tak czyni ale znając warunki obecnie panujące na rynku pracy, większość nie ma czasu aby samokształcić się.
Czym to skutkuje? Skutkuje to tym, że po upływie czasu inżynier, który nie pogłębiał swej wiedzy pracuje na nieaktualnych czasami przepisach i stosuje przestarzałe technologie. Czym to grozi? Najmniejszym złem jakie może tutaj wystąpić jest zwiększenie nakładów finansowych na inwestycje realizowana w oparciu o czasami archaiczne technologie. Gorzej gdy niewiedza projektanta pociąga za sobą katastrofę budowlaną. Mając to na względzie uważamy, że słusznym była by cykliczna weryfikacja wiedzy inżynierów parających się projektowaniem czy też wykonawstwem. Zakładamy, że okres 5 lat to czas, w którym zachodzą duże zmiany w drogownictwie, jak i pod względem prawodawstwa, tak i też technologii, techniki i materiałów. Uprawnienia aby mogły być aktualne musiały by być potwierdzane egzaminem każdorazowo po upływie okresu 5 lat od daty ich pozyskania. Egzaminy potwierdzające powinni przeprowadzać Wojewodowie. Jednakże aby zostać dopuszczonym do egzaminu trzeba będzie odbyć specjalistyczne szkolenie (bądź cykl szkoleń, np. 4 szkolenia, jedno na rok) potwierdzone certyfikatem. Szkolenia prowadzone były by przez wyspecjalizowane i skatalogowane (wskazane przez resort) instytucje, które posiadały by upoważnienia nadane przez ministra, do prowadzenia i dopuszczania do egzaminu. Jakie ma to przełożenie na Prawo budowlane?
Obecnie każdy projektant ma obowiązek złożenia w dokumentacji projektowej, kopi uprawnień projektowych a także pisemnie zapewnić, że dany projekt architektoniczno – budowlany został wykonany zgodnie z przepisami w tym techniczno – budowlanymi. W rzeczywistości nikt nie wyciąga wniosków przeciwko tym projektantom, którzy ten przepis łamią. Dlaczego tak się dzieje?
Brak fachowej kadry zwłaszcza w wydziałach organów administracyjno – budowlanych obsługujących wnioski o pozwolenie na budowę.
Konkludując – nakaz składania kopii uprawnień do prowadzenia samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie wynikający z przepisu Prawa budowlanego nabrałby innego znaczenia, w sytuacji obowiązku okresowych egzaminów potwierdzających merytoryczne przygotowanie. W takiej sytuacji dokumentacja projektowa składała by się nie tylko o kopię cytowanych uprawnień ale i też o kopię dyplomu potwierdzającego zdanie egzaminu okresowego.
Kolejnym ważnym tematem, który należy uwzględnić jest wzmocnienie organów nadzoru. Będzie to wynikiem poprzednich działań. Chcąc przyspieszyć proces decyzyjny przy pozwoleniach na budowę należy się liczyć z faktem braku czasu na wnikliwe przeanalizowanie składanych wniosków. Mając to na uwadze, kontrola wniosku składanego przez inwestora do organu administracji architektoniczno – budowlanej w sprawach wydawania decyzji o pozwoleniu na budowę, musi ograniczać się do kilku punktów na podstawie, których będzie on weryfikowany. Trzeba mieć tu na uwadze wspomniany już przez nas brak fachowej kadry zatrudnionej w administracji publicznej. A zatem ciężar szczegółowej kontroli musi spaść na organy kontrolne.
Kolejną poprawkę widzę w przepisach normujących procedury odstępstw od przepisów techniczno-budowlanych. Instytucja odstępstwa na gruncie prawa polskiego ma bezprecedensowy charakter choćby z uwagi na jej istotę czy też zastosowane rozwiązania, w szczególności obowiązek „upoważnienia” przez właściwego ministra, który ustanowił przepis. Przepis sam w sobie jest dobry tylko wymaga uszczegółowienia. Najważniejszą poprawką stanowić będzie dokładne wskazanie ścieżki postępowania inwestor – organ administracji architektoniczno–budowlanej – właściwy minister, który ustanowił ten przepis. Obecnie procedura odstępstwa może być wszczęta dopiero na etapie pozwolenia na budowę (por. Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie wyrok z dnia 24 maja 2006 r., sygn. akt II OSK 875/05). Taki pogląd zawarty jest w wielu wyrokach sądów administracyjnych. Jednakże inwestorzy realizujący duże i kosztowne prace, chcą być pewni postępów w realizacji prac i wniosek o odstępstwo składają nie rzadko na etapie wariantów rozwiązań. Ma to słuszne strony zważywszy zaoszczędzone koszty projektowe w sytuacji braku zgody na odstępstwo. Mając na uwadze różnorodny proces inwestycji budowlanej należy tak doprecyzować zapis dotyczący startu procedury czyli dokładnego umocowania na osi czasu momentu składania wniosku o odstępstwo, aby uwzględniało potrzeby, zwłaszcza czasowe ale i też ekonomiczne danego projektu. Prawo musi szanować czas i pieniądze inwestorów.

